|
W długi majowy weekend miał miejsce pierwszy grupowy wyjazd naszego Koła. Po ciężkiej pracy przed Kongresem Młodych Medyków, postanowiliśmy odpocząć na łonie natury. Miejscem naszego wyjazdu były Serwy, miejscowość położona na Suwalszczyźnie, niedaleko Augustowa. Oto relacja naszej koleżanki, Ani, która jako jeden z najmłodszych członków Koła, wzięła udział w integracyjnym wyjeździe.
2 maja 2007 grupa z naszego Koła wyruszyła na Majówkę. Niektórzy autkiem a inni pociągiem – w jednym i tym samym kierunku, na Mazury, a dokładniej do Serw. Zmęczeni po Kongresie Młodych Medyków (który był dla nas wszystkich wielkim sukcesem), z dużą potrzebą odpoczynku jechali: Lek. Adam Koleśnik, Tymon, Artur i Monia, Weronika Machura, Adam Wółkiewicz, Weronika Baran, Lek. Jacek Kunicki z żoną Anią, Misiek i Anna Zaremba. Do tej pory większość z nas znała się tylko formalnie, to znaczy z widzenia w Zakładzie, na Seminariach, na zajęciach, itd. To właśnie było najfajniejsze w tym wyjeździe – mieliśmy okazję lepiej się poznać... i chcę powiedzieć że członkowie naszej ekipki są wspaniali!
 Jedną z atrakcji było strzelanie z łuku Pierwszy dzień zaczął się wcześnie: Archie, Monia, Wera i ja załapaliśmy się na poranny pociąg do Augustowa. Dobra zabawa zaczęła się tuż po wyjściu konduktora! Adaś, Misiek, Tymek i Wera B. mieli nas dogonić samochodem. My wygraliśmy ten wyścig i pierwsi byliśmy na miejscu. Och, jakie to było piękne miejsce! Dzika przyroda, czyste powietrze i krystaliczne jeziorko, po prostu: marzenie. Od razu się poczuliśmy jak w domu, rozpakowaliśmy się i zaczęliśmy korzystać z rożnych fajnych atrakcji. Było tam wszystko (no, oprócz stajni): rowerki, kajaczki, łódeczki, strzelanie z łuków, siatkówka, ping pong, tenis, no i to co najpiękniejsze – ta dzika natura.  Pływanie łódkami i kajakami w słońcu to czysta przyjemność Następnego dnia wyszło piękne słoneczko. To był wymarzony dzień na kajaki. Dla naszych wędkarzy, Adasia, Miśka i Tymka to był pierwszy dobry dzień na rybki. Wieczorem, po smacznej kolacji, zdecydowaliśmy się pograć w ping ponga. No i okazalo się że mistrzami byli Wołek i Tymon (z jego killer-serwami). Potem wybraliśmy się do Baru Pod Krasnalem i spędziliśmy tam bardzo miły wieczór. Tak nam mijał czas, cudowne dni i wesołe wieczory. Ostatnia noc byla bardzo fajna: graliśmy w strzałki, piłkarzyki, a potem ogladaliśmy filmy. Niestety większość z nas musiała wyjechać o jeden dzień wcześniej z powodu zbliżającego się kolokwium z biochemii. W sobotę przed wyjazdem wybraliśmy się z Tymonem na rowerki; był piękny dzień, w lesie śpiewały ptaszki i ciepłe słoneczko padało na jeziorko. Smutno było wyjeżdżać. Mam nadzieję, że ten wyjazd stanie się naszą Kołową tradycją. Ci co nie pojechali, powinni poważnie to przemyśleć i zapisać się następnym razem. Dziękuję wszystkim którzy byli w Serwach za bardzo mile spędzony czas! Anna Zaremba  Na wycieczce rowerowej |